Justyna Kowalczyk

Utalentowana GADUŁA

Ł.W.: Niewiele brakowało, by zrezygnowała Pani z kariery sportowej i co za tym idzie, nauki w SMS.

J.K.: Przyznaję, że razem z rodzicami mieliśmy spore wątpliwości jak moja przyszłość powinna wyglądać. Byłam laureatką kilku olimpiad przedmiotowych, które dawały mi prawo wyboru dowolnego liceum w Polsce, ale też kochałam biegać na nartach. Później byłam jedyną młodą biegaczką w internacie, co powodowało, że czułam się samotna. Jednak ówczesna trenerka, a obecnie dyrektorem SMS panią Barbara Sobańska przekonała rodziców, że powinnam pozostać i świetnie się stało!

Ł.W.: Słyszałem, że była Pani na lekcjach wielką gadułą.

J.K.: Wskutek nieustannych wyjazdów na zawody opuszczałam pewnie z 80 procent zajęć lekcyjnych. Spotkając się z moimi najlepszymi przyjaciółmi Agnieszką i Dawidem musieliśmy nadrobić wszystkie zaległości (śmiech). Kiedyś podczas zajęć z języka niemieckiego nasza nauczycielka straciła cierpliwości i kazała napisać mi 100 razy regułkę: „Nie będę rozmawiała na lekcji”. Oczywiście, postanowiłam dodać też coś od siebie i całą litanię zakończyłam zdaniem: „I tak będę gadała”.

Ł.W.: Wskutek ciągłych wyjazdów pewnie nie miała Pani nawet okazji chodzić na wagary...

J.K.: Nauczyciele musieli mi bardzo ufać, bo gdy kiedyś, po dość długiej nieobecności w szkole uciekłam z lekcji i pech chciał, że spotkałam jednego z nich na ulicy. Usłyszałam tylko żartobliwe stwierdzenie: „Justynko, ty to pewnie do lekarz idziesz..”(śmiech).

Ł.W.: Przez natłok zajęć sportowych nie traktowała Pani nauki, tak bardziej po macoszemu?

J.K.: Nigdy nie miałam z nią kłopotów. Zazwyczaj wystarczyło tylko, że przed lekcjami wzięłam do ręki książkę i potrzebna wiedza znalazła się w głowie. Świadectwo z paskiem było w moim przypadku regułą.

Ł.W.: Któryś z przedmiotów był Pani konikiem?

J.K.: Byłam humanistką. Moja mama ukończyła polonistkę, siostra poszła w jej ślady, a i ja kochałam ten przedmiot. Jestem molem książkowym, w szkole podstawowej z sukcesami uczestniczyłam w olimpiadach z tego przedmiotu i uwielbiałam pisać. Do tego uwielbiałam jeszcze geografię i historię.

Ł.W.:  Zamyka Pani teraz oczy. Pierwsze obrazy, jakie Pani widzi słysząc hasło SMS.

J.K.: Szkoła kojarzy mi się przede wszystkim ze wspaniałymi przyjaciółmi. Nie zapomnę też sympatycznych nauczycieli oraz moich trenerów: panią Basią Sobańską i pana Ludwika Tokarza. Moja młodość nie upływała pod znakiem zabawy, ale ktoś, kto chce uprawiać sport na poziomie wyczynowym musi liczyć się z tym, że zabierze mu on sporą część beztroskiego życia. Kocham biegać i dlatego robię to dobrze. Byłabym niewdzięczna losowi twierdząc, że żałuję swego wyboru.